Show Menu

Oświecenie Cheat Sheet by

matura     powt-rzenie     epoki

Początek i koniec

Początek epoki oświecenia datuje się na lata 40. XVIII wieku. Jej rozkwit przypada na czasy panowania króla Stasia.
Za umowną datę zakońc­zenia epoki uznaje się rok 1822 - wydanie Ballad i romansów Adama Mickie­wicza.
Jest to: epoka, rozumu i filozofów – to wiek ogromnych przemian, epoka krytycyzmu wobec zjawisk i instyt­ucji, epoka, która zaowoc­owała Wielką Encykl­opedią Francuską, epoka, która nawiązała do ideałów antycz­nych, więc klasyc­znych. Do staroż­ytnego i renesa­nsowego pojmowania człowieka, do klasyc­znych ideałów piękna, do arysto­tel­eso­wskich norm tworzenia sztuki, epoka klasyc­yzmu, rewolucji i… rozbiorów Polski.

Pojęcia

Ateizm, deizm
Dwa specyf­iczne stanowiska dotyczące kwestii istnienia Boga. W oświeceniu bardzo chętnie podważano prawdy wiary i religii, wyśmie­wając ich irracj­onalizm i niemożność badania empiry­cznego. Przyta­czano też ponure przykłady z historii Kościoła – jako dowody na zbrodniczą rolę religii w życiu społec­znym. Same zaś dogmaty oświec­eniowi myślic­iele, łącznie z arcybi­skupem Ignacym Krasickim, traktowali z przymr­użeniem oka, nierzadko formułując koncepcje bardzo radykalne. Najbar­dziej radykalną z nich jest ateizm, zakład­ający, że nie istnieje żaden Bóg. Ateizm towarz­yszył filozofii materi­ali­sty­cznej, wykazując, że pochod­zenie człowieka i przyrody jest naturalne. Jego najbar­dziej znanym oświec­eniowym głosic­ielem był Paul Holbach. Deizm z kolei to koncepcja nieco bardziej umiark­owana. Wyznawali ją między innymi Wolter i Denis Diderot. Ich zdaniem Bóg czy jakaś inna Istota Najwyższa istnieje wprawdzie, ale jej rola ograni­czyła się do stworzenia świata. Wolter porównał Boga do zegarm­istrza, który zbudował niezwykle skompl­ikowany mechanizm zegara, nakręcił go i zostawił. Świat jest zatem pozost­awiony samemu sobie – i tylko od ludzi zależy to, jak będzie wyglądał. Ulubionym zaś dowodem deistów na to, że Bóg jednak istnieje, była złożoność świata. Tu znowu podpierano się przeko­naniem, że ów niezwykły „mecha­nizm” musiał kiedyś nakręcić jakiś „Zegar­mis­trz”.
Dyda­ktyzm i utylit­aryzm
Obydwa te wiążące się ze sobą pojęcia mają duże znaczenie dla twórczości oświec­eni­owej. Mają też charakter swoistych przykazań, którymi kierowali się klasyc­yst­yczni twórcy. Utylit­aryzm to nic innego jak użytec­zność literatury i sztuki. Dzieło utylitarne to takie, które jest pożyteczne – służy jakiemuś celowi polity­cznemu lub społec­znemu, przyczynia się do poprawy ludzkiego losu czy obyczajów. Może więc na przykład nieść zbawienne, zdaniem autora, przesłanie polity­czne. Może też wyszydzać wady, przywary społeczne – być satyrą, która odstręczy czytelnika od szkodl­iwych nałogów lub upodobań. Jednym słowem, ma służyć nie tylko do czytania. Ma też wskazywać drogi poprawy rzeczy­wis­tości. Utylit­aryzm artyst­yczny ma swe źródła w utylit­aryzmie etycznym. Twórca tego ostatn­iego, David Hume, uznał, że gwarantem ludzkiego szczęścia jest takie działanie, które jest pożyte­czne, i tylko takie. Jedynie ono też ma wartość. Z zasadą utylit­arności czy utylit­aryzmu literatury oświec­eniowej wiąże się także kwestia jej dydakt­yzmu. Literatura ta ma bowiem ulepszać nie tylko świat, ale i czytelnika – ucząc go. Nie chodzi tu jednak o naukę matematyki czy chemii, choć wiersz­owane podręc­zniki były wówczas bardzo popularne. Idzie raczej o kształ­towanie określ­onych postaw świato­pog­ląd­owych i polity­cznych – uczenie czytelnika oświec­eni­owych ideałów i pokazy­wanie wzorców. A przy okazji o oduczanie wszelkich wad, a także postaw zdaniem autora przest­arz­ałych, zacofa­nych, oraz wyprow­adzanie ze zgubnych nałogów. Realizując cele dydakt­yczne litera­tury, stosowano często – jak Krasicki w bajkach i satyrach – zasadę: uczyć, bawiąc. Prócz tego jednak nie stroniono od sposobów bezpoś­red­nich. Na przykład – na ogół cokolwiek belfer­skich – wykładów do czytel­nika, znajdu­jących się w obrębie tekstu litera­ckiego takiego jak powieść czy powiastka filozo­ficzna. Zjawiska pokrewne: pozytywizm warsza­wski, socrea­lizm. Przykłady litera­ckie: Wstęp do bajek oraz Mikołaja Doświa­dcz­yńs­kiego przypadki Ignacego Krasic­kiego; Kandyd Woltera, Kubuś Fatalista i jego pan Denisa Diderota.
Empi­ryzm
Pogląd, który, podobnie jak racjon­alizm, wywodzi się z XVII stulecia. Początkowo koncepcja ta pozost­awała w sprzec­zności z racjon­ali­zmem. Twórca empiryzmu, Francis Bacon, uważał bowiem, że to właśnie doświa­dczenie (w grece: empeiría) i obserwacja są prawdz­iwymi i dokładnymi metodami poznawania rzeczy­wis­tości. A skoro one, to nie rozum – stąd początkowy rozdźwięk między obydwiema koncep­cjami. W XVIII w. jednak zapomniana już idea empiryzmu rozpoczęła swoje drugie życie. Wskrzesił ją John Locke, który uznał, że każde ludzkie poznanie ma charakter empiry­czny. Ludzki umysł, jego zdaniem, w chwili narodzin jest niby czysta, biała tablica (łacińskie tabula rasa), na której dopiero w trakcie życia zapisywane są doświa­dczenia i ich efekty. Uznał także, że „żadna ludzka wiedza nie może wyjść poza doświa­dcz­enie”. Locke pogodził empiryzm z racjon­alizmem – twierdząc, że wszelkie doświa­dczenia wchodzą w zakres naszej wiedzy za pośred­nictwem rozumu, który dokonuje ich selekcji. Empiryzm Locke’a miał ogromne znaczenie dla rozwoju nauki. Wielką rolę przyznawał obserw­acji, zmuszając jednoc­ześnie do starannej analizy jej wyników. A selekcja danych i ich interp­retacja to podstawy większości metod naukowych. W oświeceniu idee empiryczne przybi­erały także formy skrajne: Jean d’Alembert twierdził na przykład, że wszystko to, czego nie da się zbadać dzięki doświa­dczeniu o udokum­ent­owanych wynikach, nie istnieje. Zjawisko pokrewne: pozytywizm filozo­ficzny. Przykłady litera­ckie: Kandyd Woltera; Bajki Ignacego Krasic­kiego.
Ency­klo­pedia
Chodzi, rzecz jasna, nie o encykl­opedię jako jedną z wielu książek określ­onego typu, lecz o całą szeroko zakrojoną akcję i atmosferę, jaka towarz­yszyła powsta­waniu jednej z nich. Idzie o Wielką encykl­opedię francuską, powstałe w drugiej połowie XVIII w. dzieło komitetu najwyb­itn­iej­szych myślicieli Europy. Sama idea nie była nowa. Już od średni­owiecza bowiem pojawiały się koncepcje zebrania całej wiedzy ludzkości w jedną wielką księgę. W czasach baroku do użytku weszły rozmaite słowniki o dość ogólnym charak­terze; przykładem słynny wówczas Słownik histor­yczny i krytyczny Pierre’a Bayle’a z końca XVII w. W Polsce powstały tak zwane Nowe Ateny księdza Benedykta Chmiel­ows­kiego, dzieło niezwykle prymit­ywne, ze słynną definicją „koń – jaki jest, każdy widzi”. Na tle tych koncepcji pomysł Francuzów – początkowo Denisa Diderota i Jeana d’Alem­berta – wyglądał naprawdę imponu­jąco. Przed encykl­opedią, którą redago­wali, postawili trzy zadania. Po pierwsze, miała skupiać w sobie absolutnie całą ówczesną wiedzę, i to zgodną z wynikami najnow­szych i najdok­ład­nie­jszych badań. Po drugie, miała być dziełem zbiorowym najwyb­itn­iej­szych specja­listów epoki – każdym hasłem miał się zajmować odpowiedni profes­jon­alista o światowej sławie; to różniło ją od wcześn­iej­szych encykl­opedii, pisanych na ogół przez jednego autora. Po trzecie, miała być napisana zgodnie z założe­niami oświec­eni­owego racjon­alizmu i wolnom­yśl­ici­elstwa. Diderot i d’Alembert zebrali wokół swego projektu ludzi naprawdę wybitnych. Przyłą­czyli się do nich Wolter, Montes­kiusz, Jan Jakub Rousseau. Całe to towarz­ystwo zwykło się określać mianem encykl­ope­dystów. Krąg autorów encykl­opedii był organi­zacją nie tylko wydawn­iczą, ale i polity­czną. Rozmowy toczone przez tych panów i ich wzajemne układy miały ogromny wpływ na kształ­towanie się świato­poglądu polity­cznego Francuzów, a pośrednio także Europe­jcz­yków. Prócz tego zaś encykl­ope­dyści rozpoczęli delikatne gry z francuskim dworem – z jednej strony po to, by zyskać wpływy i sponsora, z drugiej zaś – by uchronić swoje dzieło przed cenzurą. Obydwa te powody sprawiły, że do pracy nad księgą zaproszono także osobników niezbyt przygo­tow­anych, za to wpływo­wych, mających odpowi­ednie znajom­ości. Przydało się to dość szybko. Opubli­kowanie bowiem przez ateistę i libertyna Denisa Diderota takich haseł jak „wiara” i „chrze­ści­jań­stwo” – w których bynajmniej nie znajdziemy szczeg­ólnego szacunku dla obu tych kwestii – wprawiło w istny amok przeds­taw­icieli kleru i konser­wat­ystów. Tylko znajomości uchroniły dzieło przed konfis­katą. W latach 1751-1782 ukazało się 17 tomów encykl­opedii, liczących łącznie ponad 16 000 stron. Ponadto ukazała się spora liczba rozmaitych suplem­entów i indeksów do dzieła.
Klas­ycyzm
Określenie wielkiego prądu artyst­ycz­nego, którego trwanie nakłada się aż na kilka epok litera­ckich. Ideały sztuki klasyc­yst­ycznej nawiązują w prostej linii do antycznego rozumienia działa­lności artyst­ycznej. W sztuce klasyc­yst­ycznej ważne są takie zasady, jak mimesis – naślad­owania rzeczy­wis­tości, decorum – ścisłego dostos­owania stylu do treści utworu; umiar i harmonia obrazo­wania; upodobanie do ścisłego przest­rze­gania wymogów formal­nych. W litera­turze klasyc­yst­ycznej obowią­zywała normatywna poetyka – ścisły, spisywany na różne sposoby, zbiór reguł dotycz­ących pisania dzieł, od którego nie wolno było odstęp­ować. Aby być dobrym literatem, należało ściśle się doń stosować. Najbar­dziej znane poetyki antyczne to te pióra Arysto­telesa i Horacego. Z kolei w XVII w. powstała poetyka autorstwa Nicolasa Boileau, niezwykle popularna wśród oświec­eni­owych klasyc­ystów. Jedną z podsta­wowych reguł klasycyzmu była zasada odpowi­edn­iości stylu (słown­ictwa, składni, typu wiersza) do treści. W myśl tejże styl utworu należało dopasować do jego treści i formy. Odwołując się do antycznego rozróż­nienia dokonanego między innymi przez Wergil­iusza, stosowano podział na następ­ujące trzy style: styl wysoki – bogaty w figury retory­czne, patety­czny, wzniosły, obrazowy, stosowany w odzie, hymnie, eposie rycerskim, tragedii – dziełach o bohaterach i wzniosłych ideach; przykład – Hymn do miłości ojczyzny Ignacego Krasic­kiego; styl średni, od Georgików Wergil­iusza określany jako georgiczny – umiark­owany, stonowany, stosunkowo oszczędny, oparty na prostocie i precyzji obrazo­wania, stosowany w elegii, sielance, poemacie opisowym; przykład – Sofiówka Stanisława Trembe­ckiego; styl niski, od Bukolików Wergil­iusza określany jako bukoliczny – prosty, nieobf­itujący w chwyty retory­czne, oszczędny w środki obrazo­wania, czasem nawiąz­ujący do języka potocz­nego, stosowany w poemacie heroik­omi­cznym, bajce, satyrze, komedii; przykłady – Monach­omachia i Bajki Ignacego Krasic­kiego. Niezmi­ernie ważna dla ówczesnych klasyc­ystów była, także sformu­łowana w staroż­ytności przez Arysto­telesa, zasada mimesis, naślad­owania natury. Idzie w niej o to, by w utworze literackim nie wykraczać poza granice prawdo­pod­obi­eństwa opisu, lecz opisywać świat znany i uznany. Nie oznacza to jednak, że nie wolno poruszać tematyki mitolo­gic­znej. Mitologia to jednak dla klasyc­ystów element świata uznanego. Istotne były także reguły obowią­zujące w klasycznym dramacie – antyczna reguła trzech jedności: czasu, miejsca i akcji, a także ścisły podział na tragedię i komedię. Klasycyzm to nurt bardzo istotny dla literatury pośred­nio­wie­cznej – po renesa­nsowym nawrocie do norm antycznych utrzymywał się długo i bez większych przeszkód współtrwał z barokiem, by w oświeceniu przeżyć kolejny swój rozkwit. W wieku XIX poszedł w zapomn­ienie, by, w zmienionej formie, jako neokla­sycyzm, powrócić w wieku XX. Zjawiska pokrewne: renesans; siedem­nas­tow­ieczny klasycyzm francuski; dwudzi­est­owi­eczny neokla­sycyzm – twórczość Thomasa Stearnsa Eliota, Ezry Pounda, Czesława Miłosza, Zbigniewa Herberta. Przykłady litera­ckie: reprez­ent­ująca wszystkie trzy style twórczość Ignacego Krasic­kiego; twórczość Tomasza Kajetana Węgier­skiego; Powrót posła Juliana Ursyna Niemce­wicza – komedia klasyc­yst­yczna.
Kons­tyt­ucja
Zbiór obywat­elskich praw i obowiązków oraz najważ­nie­jszych zasad, zgodnie z którymi funkcj­onują władze państwa i ustalane są wszystkie inne przepisy. Jeszcze w wieku XVIII coś takiego było zupełną nowością. Do tej pory bowiem o działa­lności danego państwa decydował na ogół jego władca, niekiedy ograni­czony przez kilka prastarych przepisów. Z kolei w krajach, w których, tak jak w Polsce, decydującą rolę miał parlament, i tak nie istniał nadrzędny dokument prawod­awczy, ustalający wszelkie podstawowe reguły funkcj­ono­wania państwa. W wieku XVIII doszło do spisania trzech pierwszych nowocz­esnych konsty­tucji. Za każdym razem nastąpiło to w okolic­zno­ściach dramat­ycz­nych. Za każdym razem też chodziło o całkowitą zmianę zasad funkcj­ono­wania państwa. We Francji konsty­tucję uchwalono po rewolucji. Sankcj­onowała ona demokr­atyczny porządek po obaleniu monarchii. W Stanach Zjedno­czonych – niedługo po utworzeniu tej państw­owości i wyzwoleniu się spod władzy Imperium Brytyj­skiego. W Polsce – 3 maja 1791 r., w momencie zupełnego załamania się władzy państw­owej, tuż przed ostate­cznym upadkiem Rzeczy­pos­pol­itej. Ponadto w każdym z tych krajów odbywało się to w trakcie gry o najwyższą stawkę – o być albo nie być danej państw­owości. Francja zmagała się z wszystkimi europe­jskimi armiami naraz, Polska miała na karku trzy największe z nich, a Stany Zjedno­czone – potęgę Anglii. Tak naprawdę tylko jednej z tych konsty­tucji pisany był dłuższy żywot – tej ameryk­ańs­kiej, która z poprawkami obowiązuje do dziś. Konsty­tucje francuska i polska natomiast nigdy nie zostały do końca wprowa­dzone w życie. Pierwsza została milcząco zawieszona do czasu unormo­wania się sytuacji, a kiedy do władzy doszedł Napoleon, po prostu ją uniewa­żniono. Wprowa­dzenie drugiej zostało przerwane przez wojnę domową z jej przeci­wni­kami, połączoną z interw­encją zbrojną Rosji. Wszystkie trzy konsty­tucje opierały się na Montes­kiu­szo­wskim podziale władzy na ustawo­dawczą, wykonawczą i sądown­iczą. Wszystkie gwaran­towały podstawowe swobody obywat­elskie. Ta polska jednak zawężała prawo wyborcze do szlachty i bogatszych mieszczan. Konsty­tucje polska i ameryk­ańska przewi­dywały stosunkowo silne uprawn­ienia władzy wykona­wczej: ameryk­ańska prezyd­enta, a polska króla. Ustrój zapowi­adany przez konsty­tucje USA i Francji można określić jako republ­ikańską demokr­ację, ten zapowi­adany przez polską ustawę zasadniczą – jako stosunkowo silną monarchię parlam­ent­arną.
Libe­ral­izm
Doktryna polity­czn­o-e­kon­omi­czna, sformu­łowana przez Anglika Adama Smitha. Po długich badaniach procesów ekonom­icznych doszedł on do wniosku, że stan gospodarki i dobrobyt całego państwa zależą nie od działań władców, ale od wolnej i nieskr­ępo­wanej działa­lności poszcz­egó­lnych jednostek. Zdaniem Smitha oznacza to, że państwo powinno stworzyć warunki dla rozwoju przeds­ięb­ior­czości, przede wszystkim uznając wolność ekonom­iczną swoich obywateli i ich prawo własności. Po drugie jednak państwo nie powinno interw­eniować w gospodarkę – bo to także blokuje rzeczoną wolną działa­lność jednostek, ograni­czając rozwój gospod­arczy. Jednym słowem władze państwowe nie powinny ani pomagać, ani przesz­kadzać wolnemu rynkowi, którego prawa, zdaniem ekonom­isty, doskonale pozwalają na rozwój przeds­ięb­ior­czości. Liberalizm Smitha stał się jednym ze sztand­arowych haseł dziewi­ętn­ast­owi­ecznego mieszc­zaństwa oraz podstawą współc­zesnego libera­lizmu ekonom­icznego i polity­cznego. Zjawiska pokrewne: zasady dziewi­ętn­ast­owi­ecznego mieszc­zań­stwa; dziewi­ętn­ast­owi­eczny liberalizm ekonom­iczny; współc­zesny liberalizm polityczny i ekonom­iczny.
Malt­uzj­anizm
o z kolei oświec­eniowa teoria demogr­afi­czna, czyli dotycząca przyrostu natura­lnego. Angielski badacz Thomas R. Malthus opracował koncepcję, zgodnie z którą wzrost liczby ludności na świecie następuje w porządku geomet­ryc­znym, a wzrost liczby żywności w porządku arytme­tyc­znym. Oznacza to, że liczba ludzi rośnie znacznie szybciej. Nadejdą więc czasy, gdy żywności zwyczajnie zabraknie – i nie będzie skąd jej wziąć. Wniosek? Należy ograniczyć przyrost naturalny. Malthus zwracał uwagę na to, że w przeciwnym wypadku przyrost ten ograniczy się sam – na skutek klęsk głodu, wojen, epidemii i innych okropn­ości. Zamiast tego lepiej byłoby, zdaniem badacza, po prostu ograniczyć rozmna­żanie się ludzi. To pierwszy w dziejach wypadek, by poważny naukowiec uznał ludzką płodność za coś niebez­pie­cznego. Do tej pory, w tradyc­yjnym obrazie świata, rozmna­żanie się było jednym z najważ­nie­jszych obowiązków człowieka. Malthus dowodził, że obowiązek ten pociągać może za sobą ponure konsek­wencje. Jego argumenty przyta­czali później zwolennicy kontroli urodzin, za którą zresztą opowiadał się także sam Malthus. Zjawiska pokrewne: kampanie na rzecz antyko­nce­pcji; współc­zesne próby rozwią­zania problemów Trzeciego Świata.
Mate­ria­lizm
To pogląd zakład­ający jednol­itość istoty świata. W przeci­wie­ństwie do powsze­chnych przed wiekiem XVIII rozwiązań dualis­tyc­znych – dzielących rzeczy na świat ducha i materii – materi­alizm jest poglądem monicznym. W myśl tego poglądu istnieją tylko rzeczy i zjawiska materialne i nic poza tym. Materi­alista zatem zaśmieje się kpiąco na wzmiankę o duszy lub innych zjawiskach metafi­zyc­znych albo też powie, że i one są… materi­alne! Człowiek jawi mu się jako istota biolog­iczna, organizm o określ­onych potrzebach i funkcjach, doskonale wpisujący się w ogólną, materialną strukturę świata. W 1748 r. Julien Offray de La Mettrie ogłosił traktat Człowiek maszyna – manifest materi­alizmu oświec­eni­owego. Tytuł dzieła doskonale zapowiada jego treść. De La Mettrie z uporem dowodzi w nim materi­alności wszelkiego istnienia. Zjawiska pokrewne: pozytywizm filozo­ficzny; materi­alizm Marksa; filozo­ficzna szkoła lwowsk­o-w­ars­zawska.
Racj­ona­lizm
Pojęcie – klucz do epoki. W znaczeniu ogólnym określa koncepcję dotyczącą możliwości ludzkiego poznania, która zakłada, że jedyną skuteczną drogą tegoż jest rozumo­wanie. Ludzki umysł ma być, zdaniem racjon­alisty, jedynym obiekt­ywnym i godnym zaufania narzędziem poznawania świata. Nie wolno ufać niczemu innemu – ani zmysłom, ani wierze, ani intuicji. Jest wiele typów racjon­alizmu, różniących się zarówno od swego pierwo­wzoru, racjon­alizmu kartez­jań­skiego, jak i od swoich filozo­fic­znych następstw: racjon­alizmu pozyty­wis­tyc­znego i neopoz­yty­wis­tyc­zngo. Ten oświec­eniowy jest tylko jednym z owych typów. Kartez­jusz, filozof żyjący w okresie baroku we Francji, zajmujący się badaniem typowo barokowych problemów metafi­zyc­znych, doszedł do przeko­nania, że ludzki umysł jest jedynym stałym punktem oparcia w pełnym sprzec­zności, niesko­ńczonym i niezro­zum­iałym świecie. Rozum miał być, według niego, nie tyle narzędziem do opanow­ywania tegoż świata, ile bronią przed jego niebez­pie­cze­ństwami i iluzjami, które w nim na nas czyhają. Słynne „Cogito, ergo sum” – „myślę, więc jestem” – to nie dumny manifest ludzkiej potęgi, lecz wypowi­edziane z ulgą przeko­nanie, że mamy choć jeden dowód na to, iż jesteśmy, istnie­jemy. Racjon­alizm oświec­eniowy jednak, w ujęciu d’Alem­berta, Woltera czy Diderota, to już zupełnie co innego. To wiara w nieogr­ani­czone możliwości człowieka i ludzkości. To głębokie przeko­nanie, że ścisłe i nieskr­ępowane rozumo­wanie jest sposobem na rozwią­zanie wszystkich problemów człowieka. Filozofia oświecenia umieszcza rozum w punkcie centra­lnym. Wszystko zaś, czego się nim objąć nie da, odrzuca jako wytwory wyobraźni czy kościelnej indokt­ryn­acji. Sam rozum natomiast staje się obiektem szczeg­ólnego kultu. Francuscy rewolu­cjo­niści kultem rozumu chcieli zastąpić wszystkie „zabobonne i zacofane” religie chrześ­cij­ańskie. Zjawiska pokrewne: humanizm renesa­nsowy; barok i kartez­janizm; racjon­alizm pozyty­wis­tyczny i neopoz­yty­wis­tyczny z początku wieku XX. Przykłady litera­ckie: Kubuś Fatalista i jego pan Denisa Diderota; Podróże Guliwera Jonathana Swifta; Bajki Ignacego Krasic­kiego; Powrót posła Juliana Ursyna Niemce­wicza. Przykłady pozali­ter­ackie: projekt budowy Mauzoleum Newtona, rozwój edukacji i kult wiedzy, powsta­wanie bibliotek i akademii naukowych oraz Wielkiej encykl­opedii francu­skiej.
Rewo­lucja francu­ska
Zjawisko bez precedensu w dziejach. Siłowe obalenie władzy królew­skiej przez parlament, zakończone uchwal­eniem plebej­skiego ustroju republ­ika­ńsk­iego. Rewolucja zaczęła się w roku 1789 jako próba uzyskania przez szlachtę jakieg­oko­lwiek wpływu na władzę, którą dzierżył, rządzący twardo, według wzorców absolu­tys­tyc­znych, Ludwik XVI. Skończyła się jako całkowite obalenie ustroju absolu­tys­tyc­znego, masakra rodziny królew­skiej, szlachty i kleru przez plebs oraz mieszc­zań­stwo, zwane we Francji stanem trzecim. Dokonana została w myśl oświec­eni­owych ideałów i koncepcji polity­cznych. Jej zwolennicy cytowali Woltera i Diderota. Opraco­wując konsty­tucję, zastos­owali Montes­kiu­szowską koncepcję trójpo­działu władzy. A na sztand­arach rewolucji wypisano hasła: liberté, egalité, frater­nité, czyli wolność, równość, brater­stwo. Początkowo rewolu­cjo­niści starali się wcielać w życie te ideały. Później, aby opanować sytuację, stosowali terror i dokonywali masowych mordów. Triumfy święcił więc tymczasem inny wynalazek rewolucji – gilotyna. Stopniowo też sytuacja we Francji zmierzała w stronę dyktatury. Dyktatorem został Maksym­ilian Robesp­ierre. Sprzyjały temu wydarzenia między­nar­odowe. Wszystkie monarchie Europy rozpoczęły zdecyd­owane działania przeciwko rewolu­cjo­nistom – po to, by coś podobnego nie przyda­rzyło się także poza Francją. W roku 1794 obalono Robesp­ier­re’a. Jego miejsce szybko jednak zajął kolejny dyktator, o jeszcze większych ambicjach. Był nim Napoleon Bonaparte. Rewolucja francuska to najwyr­aźn­iejszy symbol ciosu, jaki dawnym tradycjom zadało oświec­enie. Nowe koncepcje filozo­ficzne podważały niemal wszystkie podstawy dawnego systemu wartości. A to musiało się zakończyć jego ostate­cznym upadkiem. To, co jeszcze jakiś czas temu było nie do pomyśl­enia, w czasie rewolucji stało się rzeczy­wis­tością. Okazało się, że plebs i mieszc­zaństwo mogą rządzić wielkim krajem, „usuną­wszy” uprzednio klasy wyższe. Myśl ta na trwałe zagościła w świado­mości polity­cznej Europe­jcz­yków.
Sarmata oświec­ony
Pojęcie, które często pojawiało się w public­ystyce i myśli polity­cznej polskiego oświec­enia. Oznaczać miało pogodzenie ideałów siedem­nas­tow­iec­znego sarmatyzmu z polity­cznymi i kultur­owymi koncep­cjami wolnom­yśl­ici­elstwa. Sarmatyzm to rozpow­sze­chniony wśród szlachty polskiej pogląd zakład­ający jej wyjątk­owość, motywowaną pochod­zeniem od mitycznego staroż­ytnego plemienia Sarmatów. A poza tym określony styl życia i bycia: hojność, pańskość, rycerski honor, kontusze i szable, piękne polowania i barwne imprezy, ale także pijaństwo, prymit­ywizm, zaścia­nkowość i kołtuń­stwo. Ponadto – ideolo­giczna podstawa do utwier­dzania się w przeko­naniu o słuszn­ości, wyjątkowo niesku­tec­znego w Polsce, systemu władzy. Program naprawczy oświec­eni­owych reform­atorów miał na celu przeks­zta­łcenie Polski w kraj względnej równowagi między stanami i wzmocn­ienie władzy królew­skiej. Jednoc­ześnie olbrzymią wagę przywi­ązywano do spraw kultury i edukacji – te zaś szlachecki Sarmata zwyczajnie lekcew­ażył. Działacze oświecenia zaczęli więc od wielkiej kampanii wyszyd­zania i obrzyd­zania szlachcie wszyst­kiego, co wiąże się z sarmat­yzmem. Śmiano się ze szlach­eckiej obycza­jow­ości, szlachcica kontus­zowego przeds­taw­iając jako pijanego gbura o ilorazie inteli­gencji ameby. Czynili tak zwłaszcza dramat­urdzy, na przykład Józef Bielawski w Natrętach i Franciszek Zabłocki w Sarmat­yzmie. Szybko jednak okazało się, że kampania ta, zamiast zachęcać szlachtę do zmiany stylu bycia, zniech­ęcała ją raczej do oświec­eni­owych pisarzy. Nastąpiła zatem zmiana strategii: Staszic i Niemcewicz w obycza­jowości sarmackiej zaczęli poszukiwać prawdz­iwych wartości, jednoc­ześnie nadal piętnując związane z nią wady, zaścia­nkowość i przesądy. Stworzono koncepcję Sarmaty oświec­onego – szlachcica wiernego pięknym tradycjom, noszącego osławiony kontusz i zajmuj­ącego się swoim majątkiem, a zarazem idącego z duchem czasu, popier­ającego reformy, zaanga­żow­anego w politykę, otwartego na wiedzę i sztukę. Przykłady litera­ckie: Powrót posła Juliana Ursyna Niemce­wicza; Żale Sarmaty nad grobem Zygmunta Augusta Franciszka Karpiń­skiego.
Sent­yme­nta­lizm
Drugi po klasyc­yzmie prąd literacki oświec­enia. Odegrał ważną rolę w późnie­jszym ukszta­łto­waniu się świato­poglądu romant­ycz­nego. Jego nazwa wywodzi się od tytułu powieści Lawrence’a Sterne’a z roku 1768 Podróż sentym­entalna przez Francję i Włochy. Osobliwa powieść Sterne’a opisuje niemal wyłącznie przeżycia miłosne bohaterów oraz ich zróżni­cowane i nieco poplątane życie wewnęt­rzne. Utwór pełen jest dygresji, wątków oderwanych i niedok­ońc­zonych, zawieszeń akcji i toku rozumo­wania. Wszystko po to, by ukazać zmysłowość ludzkiej psychiki – jej sensua­lność. Przedm­iotem zainte­res­owania sentym­ent­alistów było więc życie wewnętrzne człowieka – ukazywanie jego zmysłowej uczuci­owości i pragnień. Jednoc­ześnie niezwykle ważna była dla nich koncepcja natury Jana Jakuba Rousseau. Zgodnie z poglądami tego filozofa i pisarza człowiek współc­zesny żyje w świecie chorym i sztucznym – nieludzkim i niezdr­owym. Dzieje się tak dlatego, że wraz z narodz­inami cywili­zacji ludzkość zaczęła stopniowo odchodzić od stanu natury, by wreszcie zupełnie go zatracić. Rousseau twierdził, że człowiek powinien dążyć do stanu natura­lnego, tylko w nim bowiem jest miejsce na prawdziwe doznania, uczucia i szczęście. Jak to robić? Po pierwsze, uciekając z miasta, które jest symbolem cywili­zacji. Po drugie, normy i formy kultury zastępując szczerym, autent­ycznym wyrażaniem uczuć i myśli. Po trzecie, w oglądzie świata polegając na zmysłach, a nie na analit­ycznym rozumie. Rousseau zdawał sobie sprawę z tego, że całkowity powrót do stanu natura­lnego jest niemoż­liw­ością. Był jednak zdania, że należy pielęg­nować wszelkie przejawy rzeczonej natura­lności. Buntował się przeciwko sztywnym, ograni­cza­jącym normom społecznym i kultur­owym, blokującym to, co zdrowe i naturalne. Świat formy i konwenansu był dlań zamkniętą przest­rzenią opresji. Naśladowcy Rousseau wzięli sobie do serca przede wszystkim zalecenie ucieczki z miast i powrotu do życia wiejsk­iego. Powstawały zatem dziesiątki i setki rozmaitych sielanek, w których ładnie ubrani pasterze wypowi­adali pod adresem nadobnych paster­eczek słówka czułe i zgrabne. Wśród arysto­kracji zapanowała moda na „życie wiejskie”. Towarz­ystwo udawało się do wiejskich rezyde­ncji, gdzie w specja­lnych, założonych za ciężkie pieniądze parkach przebi­erało się w wyidea­liz­owane ubiory pasterzy, w ich wydaniu jedwabne lub atłasowe, by spożywać obfite śniadania na trawie. Literatura sentym­entalna jest zatem bardzo zróżni­cowana – należą do niej zarówno wielkie powieści Sterne’a i Rousseau, jak i infantylne obrazki z życia wiejsk­iego. Zjawiska pokrewne: romantyzm; modern­ist­yczna chłopo­mania. Przykłady litera­ckie: Podróż sentym­entalna Lawrence’a Sterne’a; Julia, czyli Nowa Heloiza i Wyznania Jana Jakuba Rousseau; Laura i Filon Franciszka Karpiń­skiego; Dwie lipy i Dwie gałązki Franciszka Kniaźnina.
Abso­lutyzm oświec­ony
Forma monarchii, którą pielęgnują oświec­eniowi królowie. Polega na tym, by władca absolutny był mecenasem kultury i sztuki, dbał o rozwój nauk, wspomagał artystów i filozofów. Jest przy tym tyranem i wszech­mocnym władcą, od którego zależą losy państwa i ludzi. „Państwo to ja”– rzekł Ludwik XIV – i tego się trzymano.
Wolt­eri­anizm
Postawa wywodząca się od Woltera – autorytetu czasów oświecenia w dziedzinie myśli oraz stylu tworzenia. Polega na wyznawaniu wartości, takich jak tolera­ncja, wolnom­yśl­ici­elstwo, erudycja, na umieję­tności tworzenia błysko­tliwych ripost w dyskus­jach, odwadze głoszenia swoich poglądów. W sztuce pisania – na użyciu stylu dynami­cznego, wartkiego, charak­ter­yst­ycznego dla dzieł Woltera.

Kluczowe postulaty i modele człowieka

Człowiek jest ważny! Jego najcen­niejsze bogactwo to rozum. To rozum powinien służyć do poznawania świata! (racjo­nal­izm).
Wszystko można i należy poddawać krytyce, badać prawdz­iwość: czy to twierdzeń nauki,czy rzetel­ności instytucji (kryty­cyzm).
Człowiek powinien badać świat, wciąż dokonywać eksper­yme­ntów, by powiększać swą wiedzę o ziemi i życiu (empir­yzm).
Oświ­ece­niowy wolnom­yśl­iciel To typ filozofa głoszącego tolera­ncję, wolność myśli, równop­rawność poglądów. Istotę wolnom­yśl­ici­elstwa wyraża słynne Wolter­owskie zdanie: ,,Nie zgadzam się z tobą, lecz zawsze będę bronił twego prawa do głoszenia własnych poglądów”.
Oświ­econy erudyta W świetle ideologii epoki, jej racjon­alizmu i powrotu do świata rzeczy, wzorcowym modelem powinien być umysł oświecony – taki jak Wolter, jak nasz Krasicki, jak Diderot. Ten portret to uosobienie umysłowych osiągnięć epoki: reprez­entuje erudycję, zaufanie wobec nauki, pewne zdysta­nso­wanie wobec religii; jest zwolen­nikiem reform, humanistą; jest też wielbi­cielem sztuki, walczy o rozwój kultury; wcale nie stroni od kunszt­ownej mody, pięknego otoczenia czy dóbr stołu. Osiemn­ast­owi­eczny oświecony erudyta jest ojcem wielu współc­zesnych poglądów, bo on głosił i utrwalał ideały, takie jak równość ludzi, potrzeba edukacji, walka z zabobonem, możliwość zarząd­zania własnym losem. Znał język francuski (bo to obowią­zujący język na europe­jskich salonach). Jest ciekawy świata, otwarty, tolera­ncyjny, towarz­yski, gotowy na przyjęcie tego, co nowe. Oświecony człowiek nie bał się reform. Wszak oświecenie było epoką, która do kultury i nauki wniosła „światło”.
Wrażliwy sentym­ent­ali­sta Czuły „śpiewak serca i natury” może zostać nazwany patronem duchowym romant­yków. To on już wówczas, w wieku światła i rozumu, pokazuje na inną sferę prawd o człowieku: duszę, serce, uczucia. Przest­rzega przed odejściem od natury, przed cywili­zacją miast – przez wszystkie wieki, po współc­zesność będziemy słyszeć echo tych przestróg. Ale ludzkość nigdy do końca nie da im wiary – w końcu zwycięży przecież nasza ukochana cywili­zacja miast.
Libe­rtyn Oświec­eniowy libertyn – to człowiek uznający wolność za najwyższy ideał, potem określenie to oznaczało kogoś, kto posunął swoje rozumienie wolności do rozpas­ania, wyuzdanego trybu życia, obrazo­bur­czego stosunku do wszelkich wartości. Wyznawana wolność przeradza się w jego przypadku w hedonizm i naduży­wanie rozkoszy życia. Libertyn w dzisie­jszym znaczeniu to nie jest komple­ment, chodzi o rozpus­tnika lekcew­ażącego wszelkie normy moralne.

Oświecenie a inne epoki

Oświecenie chętnie czerpie z antyku. Główny nurt epoki to przecież klasycyzm, pokrew­ieństwo z ideałami staroż­ytności widać w uznanych normach sztuki, archit­ekt­urze, modzie, podejm­owanych tematach.
Tym samym przejmuje też dziedz­ictwo renesansu, wskrzesza humanizm i antrop­oce­ntryzm, nie tylko umiesz­czając człowieka w centrum działań, ale dopisując mu prawa: wolności, równości, swobodę wyznania.
Sytuując się w szeregu epok rozumu, materi­alizmu, wiedzy i humanizmu, jednoc­ześnie jest oświecenie kontra­stowe wobec epok metafi­zyc­znych, uducho­wio­nych. Kieruje swój krytycyzm przeciw religi­jności i metafizyce baroku.
Romantyzm sięgnie do sentym­ent­alizmu, ale będzie krytykował postawy klasyczne.
Pozytywizm odzied­ziczy reform­ato­rską, utylitarną i krytyczną postać oświec­enia. Fascynacja nauką objawi się tu jako postulat scjent­yzmu. Poza tym realizm w Europie, pozytywizm w Polsce to doba wielkiego rozwoju powieści, której narodziny przypadają przecież na wiek XVIII.
Wiek XX jest spadko­biercą oświec­enia. Ta sama namiętność do rozwoju cywili­zacji, wręcz uzależ­nienie od techniki (to ludzie oświecenia pchnęli nas na te tory), wreszcie wolność, równość, brater­stwo, rządy demokr­aty­czne.

Filozofia

John Locke
Ten angielski filozof (1632–­1704) stworzył podstawy szczeg­ólnego rodzaju empiryzmu. Ów nowy empiryzm różnił się od tego, który omawia­liśmy nieco wcześniej. Polegał na założeniu, że cała nasza wiedza – i ta prawdziwa, i ta błędna – jest wynikiem naszych doświa­dczeń. Umysł ludzki po narodzeniu to niezap­isana tablica, biała karta (tabula rasa), która zapełnia się stopniowo treściami nabywanymi w trakcie życia. Nic więc nie jest wewnętrzne i wrodzone. Wszystkie poglądy i dane, którymi rozpor­ząd­zamy, to suma naszych doświa­dczeń. A zatem Locke nie namawia do sprawd­zania wiedzy przez doświa­dcz­enie. Uznaje natomiast, że cała ona właśnie z doświa­dczenia pochodzi. Wiąże się z tym kolejny aspekt filozofii Locke’a. Uznał on bowiem, że skoro nasza wiedza i tak jest subiek­tywna, to należy badać nie tyle samą naturę rzeczy, ile raczej sposób, w jaki tworzą się nasze pojęcia na ich temat. Innymi słowy, zamiast zajmować się nauką o bytach (metaf­izyką), warto raczej zająć się nauką o ich poznawaniu (epist­emo­logią). To wielki przełom w historii filozofii: pierwsza teoria zakład­ająca względność – i zależność od doświa­dczenia – języka pojęć, którym się posług­ujemy. Pierwsza też, która uznaje badanie tego języka za główne zadanie filozofa. Nieco uprasz­czając, można powied­zieć, iż w myśl tych poglądów zamiast zajmować się na przykład poszuk­iwaniem obiekt­ywnej natury Boga, filozof powinien zastanowić się, w jaki sposób i na podstawie jakich doświa­dczeń pojęcie Boga wykszt­ałciło się w ludzkich umysłach, jakie jest jego znaczenie, z czego to znaczenie się składa, jaka jest postać tego pojęcia w umyśle ludzkim.
David Hume
Ów angielski myśliciel rozwinął poglądy Locke’a i zaczerpnął nieco z Berkeleya, wprowa­dzając jednoc­ześnie wiele własnych genialnych rozwiązań. Bedąc empirystą, uczynił doświa­dczenie podsta­wowym zagadn­ieniem badań episte­mol­ogii. Przepr­owadził krytykę klasyc­znego pojęcia przycz­yno­wości. Odrzucił także racjon­alizm, skupiając się w kwestiach metafi­zyc­znych i religi­jnych na metodach subiek­tywnych i psycho­log­icz­nych. Nie odrzucał jednak religii. Uważał ją za konieczny wytwór naszej psychiki, zapocz­atk­owy­wując tym samym współc­zesne metody jej badania. W etyce sformu­łował podstawowe założenia utylit­aryzmu – poglądu zakład­ają­cego, że dobre jest to, co użyteczne dla społec­zeń­stwa. Uważał jednoc­ześnie prawo i konwencje społeczne za naturalny i konieczny wytwór społec­zeń­stwa.
Jean Jacques Roussau
Ten myśliciel ostro sprzec­iwiał się organi­zacji ówczesnego społec­zeń­stwa. W rozprawie O naukach i sztukach dokonał rozróż­nienia między naturą i cywili­zacją, dopatrując się w historii ludzkości przejścia od jednej formy do drugiej. W jego pracach widać sentyment do utraconego szczęścia ludzkości, tęskonotę za nim. Nie jest to jednak, jak czasem mawia się w szkole, utopijny program przywr­ócenia owego stanu i odejścia od cywili­zacji. Rousseau dobrze wie, że los współc­zesnego człowieka jest w pewnym sensie smutną koniec­zno­ścią. Wie, że od cywili­zacji nie da się uciec. Zarazem jednak nawołuje do krytyc­znego spojrzenia na konwencje kultury, przeko­nując, że są one wynikiem nie prawa natura­lnego, lecz społecznej umowy, którą można w jakiś sposób zmieniać i przeks­zta­łcać. W powieści Emil, czyli o wychowaniu z kolei formułuje program edukac­yjn­o-w­ych­owawczy stawiający nacisk na uświad­omienie człowi­ekowi jego przyna­leż­ności do świata natury i cywili­zacji.
Wolter
Franço­is-­Marie Arouet (1694–­1778), bo tak brzmi prawdziwe nazwisko człowieka, który w historii zapisał się pod pseudo­nimem Wolter, tak naprawdę nie był szczeg­ólnie odkrywczym filozofem. Był za to bardzo aktywnym i wpływowym działa­czem, obdarzonym świetnym piórem oraz niezwykle złośliwym i celnym dowcipem, popula­ryz­atorem niektórych szczeg­ólnie ważnych dla oświecenia idei. Także jego świato­pogląd wiąże się z kilkoma pojęciami. Pierwsze to daleko posunięty racjon­alizm. Rozum jest dla Woltera władzą wszech­mocną i niezaw­odną. Prawdziwe jest tylko to, co racjon­alne, co daje się objąć rozumem. Według Woltera rozum jest instancją ostate­czną. Cały jego racjon­ali­styczny krytycyzm zatrzymuje się, gdy chodzi o próbę wykazania niewys­tar­cza­lności rozumu i podważenia jego wartoś­ci jako stałego punktu oparcia, co od antyku jest przecież ulubionym zajęciem części filozofów. Wszystko za to, co z rozumem jest niezgodne, powinno być, zdaniem Woltera, bezwzg­lędnie tępione. Kolejne pojęcie to natura­lizm. Zdaniem Woltera świat nie jest dualis­tyczny: rozdzi­elony na „przyr­odz­ony”, naturalny, i „nadpr­zyr­odz­ony”. Nie istnieje nic „nadpr­zyr­odz­onego”, jest tylko natura. Człowiek więc także działa według poznaw­alnych, natura­lnych praw. Błędem i zabobonem jest doszuk­iwanie się w nim pierwi­astka duchowego. Następne pojęcie to deizm. Tu jednak Wolter popadał w pewną sprzec­zność z prezen­towaną wyżej tezą. Sprzec­iwiając się objawi­eniu, uważał jenak, że religia może zostać zbudowana na podstawach rozumo­wych. Sławny dowód na istnienie Boga – przyró­wnujący świat do dobrze skonst­ruo­wanego zegara, doskonałej machiny – kończył się stwier­dze­niem, że musi przecież istnieć Zegarm­istrz, który ten zegar zbudował. Jeśli zaś świat ma sens, musi istnieć Bóg wymier­zający sprawi­edl­iwość. „Gdyby Bóg nie istniał, trzeba by go wynaleźć”. Jak na deistę przystało, Wolter doszukiwał się istnienia przejawów Boga w świecie materi­alnym, w całej przyrodzie i naturze. Była to filozofia walcząca, zbudowana na opozycjach i wymierzona w poglądy przeciwne. Walka Woltera odbywała się na trzech podsta­wowych płaszc­zyz­nach. Po pierwsze, opierała się na przeci­wst­awieniu rozumu i objawi­enia. Wszystko, co nierac­jon­alne, należy zwalczać. Po drugie, na przeci­wst­awieniu przyrody i czynników nadprz­yro­dzo­nych, istnieje bowiem tylko ta pierwsza. Po trzecie wreszcie – na przeci­wst­awieniu interesu ludzkości i religii. Ludzkość, a nie przyka­zania religijne, ma być celem etycznym. Wolter stworzył dość niesko­mpl­ikowaną koncepcję etyczną, przeci­wst­awi­ającą się teoriom opartym na istnieniu czynników nadprz­yro­dzo­nych. Uznał, że niezap­rze­czalnym faktem jest istnienie w świecie zła. Celem zaś etycznego działania – napraw­ianie tego zła i przeci­wst­awienie się mu w imię dobra i interesu ludzkości. Naszym głównym zadaniem jest zmniej­szanie cierpi­enia, które zawsze jest wynikiem zła.

Persony oświecenia lol

Denis Diderot
Główny redaktor Encykl­opedii, autor wielu haseł był podobno uczuciowy, inteli­gentny i gwałtowny – otwarcie głosił swoje poglądy, narażał się więc rozmaitym osobis­toś­ciom. Miał wszakże potężną protek­torkę – przyjaźnił się z carycą Katarzyną II, która zadbała o sprawy finansowe filozofa, a nawet ściągnęła go do dalekiej Rosji na ponad półroczną wizytę. Diderot był materi­alistą, a oznacza to, że nie wierzył w istnienie Boga. Pogląd tak śmiały zawiódł go do Bastylii – filozof nie omieszkał bowiem ujawnić światu, iż jego zdaniem dla ślepca ważniejszy jest zmysł węchu niż wiedza o istnieniu Boga. W litera­turze Diderot to głównie dramaturg – jest twórcą tzw. dramatu mieszc­zań­skiego, i oczywiście autor ponadc­zasowej powiastki filozo­ficznej pt. Kubuś Fatalista i jego pan. Pełna humoru opowieść o podróży Kubusia i jego pana jest w zasadzie wykładem na temat teorii predes­tyn­acji. Innymi słowy – poglądu, iż całe nasze życie w najdro­bni­ejszych szczeg­ółach zostało zaplan­owane, a ów scenariusz zapisany jest w górze i tak go sobie tu, na ziemi, żyjąc wypełn­iamy. Jak można się domyślić, pierwsze skrzypce w tym duecie gra Kubuś, ale i jego pan bierze ważny udział w filozo­fic­znych debatach, które wiodą. Zauważ, iż osią akcji jest motyw podróży oraz że znamy już podobny układ postaci. Pan i sługa przemi­erz­ający świat to przecież czołowi bohate­rowie Don Kichota.
Jonathan Swift
Angielski pisarz, któremu ludzkość zawdzięcza Podróże Guliwera, urodził się w Dublinie i tam zmarł. Sam przygo­tował sobie epitafium na swój grób, miało brzmieć ,,gdzie już więcej nie zdoła rozraniać serca srogie oburze­nie”. Co zapamiętać o Swifcie? Był człowi­ekiem obdarzonym niezwykłą wyobra­źnią, a także odwagą, bo światy stworzone przez niego w Podróżach to przecież fantas­tyczna satyra na współc­zesne społec­zeń­stwo. Był osobow­ością niejed­noz­naczną, z jednej strony nad wyraz inteli­gentny – z drugiej podejr­zewano go o pomies­zanie zmysłów, pod koniec życia nawet o obłęd. Fakt ten nawet nie dziwi, jeśli pomyśleć, że informował domown­ików, że chce zamieszkać w stajni, bowiem konie szlach­etn­iejsze są od ludzi. Twierdził też, że krainy, jakie zwiedził Guliwer, faktycznie istnieją. Czy tak myślał, czy kpił – nie wiemy. Był podobno obciążony chorobą dziedz­iczną uniemo­żli­wiającą małżeń­stwo, choć niektóre biografie mówią o potajemnym ślubie z córką sir Williama Temple. Za to niejaka ,,Vanessa” Hester Vanhomrigh – zginęła przez swoje przywi­ązanie do Jonathana Swifta…
Charles de Montes­quieu (Monte­ski­usz)
Czwarty z czołowych filozofów francu­skiego oświec­enia. Nie tak popularny może jak Wolter czy Rousseau, wart jednak kilku zdań. Uczony arysto­krata napisał Listy perskie, w których zobrazował francuską rzeczy­wistość widzianą oczyma podróż­ujących po Europie Persów. Inne dzieło Montes­kiusza mieści się w dziedzinie prawa – O duchu praw – tam zawarł na przykład podział na władzę ustawo­dawczą, wykonawczą i sądown­iczą, który obowiązuje w wielu państwach do dziś.
Immanuel Kant
Filozof z Królewca, po którym filozofia nigdy nie była już taka jak przedtem. To Kant wymyślił, że poznanie świata przez człowieka nie odbywa się bezpoś­rednio i swobodnie. Otóż w umyśle naszym tkwią odpowi­ednie formy, które przykł­adamy do różnych zjawisk – wszystko na przykład postrz­egamy w katego­riach czasu i przest­rzeni, nie umiemy wyjść poza te formy. Tę refleksję uznano za wielką, na miarę przewrotu kopern­ika­ńsk­iego. I to właśnie Kant powiedział słynne zdanie: ,,niebo gwiaźd­ziste nade mną, prawo moralne we mnie”. Rozwią­zanie problemów ludzkości widział w rygory­sty­cznym trzymaniu się ustalonych zasad – ,,regułę nieczy­nienia nikomu tego, czego nie chciałbyś, by uczyniono tobie” uznawał za wyznacznik postęp­owania.

Ignacy Krasicki

Ignacy Krasicki urodził się w 1735 r. w Dubiecku nad Sanem w zubożałej magnackiej rodzinie. Rodzice przezn­aczyli go do stanu duchow­nego. Uczył się we Lwowie, w Rzymie i Warszawie, miał wielu przyja­ciół, wśród których był m.in. Stanisław August. Przyjaźń z późnie­jszym królem pomogła mu w karierze – Stanisław August Poniat­owski uczynił go swym kapelanem i współp­rac­own­ikiem. Bywał na obiadach czwart­kowych. Jego kariera rozwijała się bardzo szybko. Był współw­ydawcą i redaktorem naczelnym Monitora, drukował tam także swoje teksty. Krasicki wiele podróżował i prowadził wielko­pański styl życia, co wpędziło go w długi, z którymi nie poradził sobie do końca życia. Pod koniec życia (w 1795 r.) został arcybi­skupem gnieźn­ień­skim. Zmarł w 1801 r. w Berlinie.
Bajka Gatunek ten stworzył w staroż­ytności Ezop, którego bajki o wyraźnym morali­zat­orskim zabarw­ieniu i zwierz­ęcych bohaterach naślad­owali późniejsi twórcy tego gatunku (bajki ezopowe). Na twórczość bajkop­isarzy wpływ miał także tworzący w I w. n.e. Fedrus. W XVII w. bajki narracyjne (zwięzłe nowele o prostej akcji i ograni­czonej liczbie postaci) pisał La Fontaine. Bajka to krótka wiersz­owana, alegor­yczna opowieść o zwierz­ętach, ludziach lub przedm­iotach, której celem jest wypowi­edzenie nauki moralnej o ogólnym charak­terze. Postacie występ­ujące w bajkach to najczę­ściej alegorie – mają poza znaczeniem dosłownym znaczenie uniwer­salne. Na przykład lis to chytrość i spryt, a kruk to pragnienie pochwał.
Satyra Satyra powstała w litera­turze rzymskiej jako gatunek wiersz­owany o charak­terze parene­tyc­znego monologu, czasem z elementami dialog­owa­nymi. Należała wtedy do liryki. Jej twórcą był Horacjusz. Satyra występ­owała najczę­ściej w epokach klasyc­yzu­jących – w Polsce jej rozkwit nastąpił w dobie oświec­enia. Satyra jest to utwór dydakt­yczny, ośmies­zający i wytykający wady i występki ludzkie oraz wady społeczne najczę­ściej o charak­terze obycza­jowym i polity­cznym. Satyra posługuje się krytyką, dlatego często stosuje deform­ację, groteskę czy wyostr­zenie piętno­wanych cech w inny sposób, np. za pomocą humoru, drwiny, sarkazmu, ironii, pastiszu, śmiechu.
Poemat heroik­omi­czny Gatunek ten ukszta­łtował się w litera­turze staroż­ytnej Grecji (V w. p.n.e.). Pierwszym poematem heroik­omi­cznym była Batrac­hom­imachia – czyli Wojna żab z myszami. Jest to wyraźna aluz­ja do konwencji eposu homery­ckiego. Celem poematów heroik­omi­cznych jest ukazanie opisywanej sytuacji czy wydarzenia w sposób satyry­czny, co ma jednak swój wydźwięk dydakt­yczny. Według Słownika terminów litera­ckich jest to utwór epicki, będący parodią eposu rycers­kiego i bohate­rsk­iego. W tym celu autor używa podnio­słego, bardzo patety­cznego stylu i stosuje go do opisania błahych i codzie­nnych problemów. W Monach­omachii spór mnichów został opisany za pomocą takich środków stylis­­ty­cznych, jak inwokacja, porównanie homery­ckie, person­ifi­kacja, oktawy strofi­czne.

Bajki Krasic­kiego

Ptaszki w klatce
„Ptaszki w klatce” to bajka epigra­mat­yczna (krótka, bez rozwin­iętej fabuły), składająca się z czterech trzyna­sto­zgł­osk­owych wersów. Regula­rność budowy podkre­ślają parzyste rymy żeńskie. Utwór zawiera krótki dialog między dwoma czyżykami. Dowiad­ujemy się z niego, że oba znajdują się w klatce, przy czym stary czyżyk trafił do niej niedawno, a młody mieszka w niej od zawsze. Zastos­owanie bohaterów zwierz­ęcych ma tu nieco inny cel niż w większości bajek Krasic­kiego. Czyżyki nie symbol­izują bowiem żadnych konkre­tnych ludzkich przywar. Znaczenie ma jedynie fakt, że jeden z nich jest stary, a drugi młody oraz to, że oba żyją w niewoli. Tematem utworu jest wolność. Dla młodego czyżyka nie ma ona większej wartości ze względu na to, że żyje w klatce, nie musi martwić się o jedzenie ani obawiać drapie­żników. Dziwi się on staremu czyżykowi, że ten jest nieszc­zęś­liwy: „Czegóż płaczesz? (…)/ masz teraz lepsze w klatce niż w polu wygody”. Młody ptak nie potrafi zrozumieć starszego, ponieważ dzieli ich przepaść, jeśli chodzi o doświa­dczenie życiowe. Stary czyżyk odpowiada: „Jam był wolny, dziś w klatce i dlatego płaczę”. Nie istnieją wygody, które rekomp­ens­owałyby utratę wolności, ale wiedzą o tym tylko ci, którzy jej zakosz­towali. Ptak zrodzony w niewoli nie wie, co utracił, nie może więc za tym tęsknić. Wolność to wartość, którą poznaje się przez doświa­dcz­enie. Kto jej nie zna, jest w jakiś sposób wybrak­owany. Nie sposób tej bajki nie odnieść do sytuacji porozb­iorowej Polski (publi­kacja zbioru miała miejsce po pierwszym rozbio­rze). W tym kontekście można ją odczytywać jako obawę poety, że kolejne pokolenie Polaków, to zrodzone już w niewoli, nie będzie zdolne do walki o niepod­leg­łość.
Szczur i kot
„Szczur i kot” to jedna z epigra­mat­ycznych bajek Krasic­kiego. Utwór liczy tylko cztery wersy i napisany jest trzyna­sto­zgł­osk­owcem. Podobnie jak w większości bajek, ma on parzysty układ rymów, rymy są żeńskie i dokładne. Bajka jest satyrą na ludzką pychę. Bohaterem tej krótkiej opowiastki uczynił poeta szczura, który symbol­izuje tu człowieka zbyt pewnego siebie, wynosz­ącego się ponad swój stan. Szczur siedzi na ołtarzu podczas mszy i przechwala się twierdząc, iż to dla niego pali się kadziło: „Mnie to kadzą” – mówi, zwracając się do rodzeństwa (pojawia się tu gra słów, jako że „kadzić” oznacza równoc­ześnie „prawić niezas­łużone komple­men­ty”). To przejaw buty, przypi­sywania sobie niezas­łuż­onych honorów. Oczywiście taka postawa obraca się przeciwko szczurowi: dym z kadzidła sprawia, że bohater się krztusi, co z kolei wykorz­ystuje przycz­ajony kot, który porywa i dusi szczura. Podobnie jak w wielu innych bajkach, tak i tu ofiara sama jest sobie winna. Nadmierna pycha idzie w parze z głupotą i prowadzi do klęski. Świat jest pełen zagrożeń, szczur musi zdawać sobie sprawę, że w każdej chwili zaczaić może się na niego kot, dlatego powinien być czujny. On jednak woli napawać się zaszcz­ytami, które nie dla niego były przezn­aczone. Jego skromn­iejszym braciom zapewne udało się uciec... W utworze tym Krasicki nie formułuje morału expressis verbis (wprost), pozostawia czytel­nikowi zadanie wyciąg­nięcia nauki, która wydaje się oczywista: zbytnia buta i głupota stają się przyczyną nieszc­zęścia.
Jagnię i wilcy
„Jagnię i wilcy” to przykład bajki epigra­mat­ycznej, bardzo zwięzłej. W czterech wersach poeta zdołał opowie­dzieć krótkie zdarzenie, zawrzeć dialog i morał. Pierwszy wers – „Zawżdy znajdzie przyczynę, kto zdobyczy pragnie” – to sentencja stanowiąca morał całego utworu. Jest to prawda obowią­zująca w ludzkim społec­zeń­stwie, zobraz­owana w kolejnych wersach na przykł­adzie zwierz­ęcych bohaterów. Jagnię symbol­izuje w bajce niewin­ności i słabości. Wilki, jako zwierzęta drapieżne, oznaczają tu ludzi zachła­nnych, kieruj­ących się prawem silnie­jszego. W drugim wersie zostaje zarysowana sytuacja: „Dwóch wilków jedno w lesie nadybali jagnię (...)”. Los jagnięcia zdaje się przesą­dzony, a jednak czytając drugi wers, czytelnik ma jeszcze przez chwilę nadzieję – słowa „Już go mieli rozerwać”, na chwilę odwlekają drastyczny koniec zwierz­ęcia. Nadzieja okazuje się płonna. Po bardzo krótkim dialogu – „(...) rzekło [jagnię]: <<Jakim prawem­?>>/ <<S­mac­znyś, słaby i w lesie!­>>” – następuje ostateczny i lakoni­cznie ujęty koniec: „Zjedli niebawem”. Utwór stanowi polemikę z przeko­naniem, że ludzkie społec­zeństwo kieruje się wyższymi prawami, które chroniłyby słabszych i bezbro­nnych. Mimo praw i zasad, racja bowiem i tak pozostaje po stronie silnie­jszego. Ludzie zachowują się podobnie jak zwierzęta – przest­rzegają prawa, kiedy obawiają się kary. Pewni, że nic im nie grozi, jak wilki w ciemnym lesie, nie zważają na reguły, ale dbają o własny interes. Wilki są okrutne, jednak wina leży także po stronie jagnięcia, które zapusz­czając się samotnie w las postąpiło wyjątkowo nieroz­ważnie. Bajka Krasic­kiego jest więc satyrą na ludzką głupotę. Pytanie „Jakim prawem?” ukazuje tylko naiwność ofiary, która sama sprowadza na siebie nieszc­zęście.
Lew i zwierz­ęta
„Lew i zwierzęta” to utwór napisany trzyna­sto­zgł­osk­owcem, składający się z dwunastu wersów o rymach dokład­nych, parzys­tych, żeńskich. W pierwszym wersie poeta zarysował sytuację – dowiad­ujemy się, że ma miejsce zebranie zwierząt u lwa, co nasuwa skojar­zenie z zebraniem się dworzan u króla. Tematem spotkania miało być określ­enie, jaka zaleta jest w przypadku zwierząt najważ­nie­jsza. Zebrani potrak­towali to jako okazję do pochwa­lenia się swoimi przymi­otami. Każde zwierzę wymieniało więc własne, jego zdaniem najbar­dziej pożądane, cechy: (…) Sarna kształtną subtel­ność, jeleń piękne rogi,/ Ryś odzienie wytworne, zając rącze nogi,/ Pies wierność, liszka umysł w fortele obfity,/ Baran łagodność, osieł żywot pracowity (…). W tym miejscu poeta zastosował zdania elipty­czne, w których pomija orzeczenie – musiałoby ono wielok­rotnie się powtarzać, a nie wniosłoby nowej treści. Toteż od czwartego wersu pojawia się tylko zestaw­ianie zwierząt z przymi­otami. Nadaje to utworowi bardziej dynamiczny charakter, ale wywołuje jednoc­ześnie wrażenie chaosu w czasie dyskusji, gdzie wszyscy mówią jednoc­ześnie. Zgiełk przerywa lew, jak podkreśla autor – „gdy się go wszyscy o zdanie pytali”. Nie bierze on zatem udziału w bezładnym przeko­mar­zaniu się zwierząt, ale oczekuje na prośbę o wyrażenie własnej opinii. Wtedy wypowiada słowa, które stanowią zarazem puentą całego utworu: „Według mnie, ten najlepszy, co się najmniej chwali”. Nie bez znaczenia jest fakt, że to właśnie lew wypowiada tę myśl. To on bowiem, uznawany za króla zwierząt, mógłby pochwalić się największą ilością zalet.
Dewo­tka
„Dewotka” to przykład bajki epigra­mat­ycznej o konwen­cjo­nalnej budowie sześci­owe­rsowej, gdzie ostatni wers zawiera senten­cjo­nalną naukę, czyli morał. Utwór napisany jest trzyna­sto­zgł­osk­owcem o rymach parzys­tych, żeńskich, dokład­nych. Już tytuł wskazuje na temat utworu – fałszywą pobożność. Od początku wiadomo więc, jaką przywarę poeta poddaje krytyce. W „Dewotce” kolejność przekazu jest nieco inna niż w większości bajek. Najpierw poznajemy ludzką wadę, a później dopiero pojawia się exemplum (przyk­ład). Ono bowiem stanowi istotę tego krótkiego utworu. Przykład, o którym mowa, jest bardzo dobitny. Bajka opowiada o dewotce, która właśnie kończyła modły, wypowi­adając słowa pacierza: „(...) I odpuść nam winy,/ Jako my odpusz­czamy”, kiedy nagle służąca jej „w czymsiś przewi­niła”. Dewotka nie zdążyła się jeszcze przeże­gnać, a już zabrała się za wymier­zanie kobiecie kary. Czytelnika uderza przede wszystkim rozbie­żność treści modlitwy o odpusz­czenie win i srogiego bicia („biła bez litości”). Poeta obnaża powier­zchowną pobożność ludzką, która polega jedynie – jak widać – na bezref­lek­syjnym powtar­zaniu słów modlitwy. Utwór kończy się pointą: „Uchowaj, Panie Boże, takiej pobożn­ości”. Nieprz­ypa­dkowo te ostatnie słowa mają charakter modlitewny (zwrot do Boga). Bajka Krasic­kiego ma niezwykle skonde­nsowaną formę. Z jednej strony jest bardzo ogólna – opowiada historię pewnej dewotki. Nie ma tutaj żadnego zbędnego szczegółu. Z drugiej – zdarzenie opowie­dziane zostaje bardzo precyz­yjnie i jednoz­nac­znie. Krasicki daje się więc poznać przy okazji „Dewotki” jako mistrz celnego, błysko­tliwego formuł­owania myśli i puent.
Pan i pies
„Pan i pies” to cztero­wersowa bajka przeds­taw­iający dwie różne sytuacje, choć z udziałem tych samych bohaterów. Pewnej nocy, gdy koło domu kręcił się złodziej, czujny pies głośno ujadał, by go odstra­szyć. Jednak przy okazji obudził swego pana i został za to rano zbity. Pan oczywiście nie domyślił się, dlaczego pies szczekał i ukarał go za przerwanie sobie snu. Nauczony tym przykł­adem, pies następnym razem spał smacznie, nie pilnując domu. Pan też spał dobrze, ale został okradz­iony. I znów wina spadła na psa, który – po raz drugi – poniósł karę. Całą tę historię poeta zdołał opowie­dzieć w zaledwie czterech wersach. Pozostawił ją bez wyraźnie sformu­łow­anego morału. Czytelnik sam musi wyciągnąć naukę z tak opowia­stki. A morał wcale nie jest prosty i jednoz­naczny. Jeśli spojrzy się na to zdarzenie z punktu widzenia psa, można stwier­dzić, że wierność, oddanie i uczciwa praca nie popłacają, jeśli pracuje się dla kogoś, kto nie potrafi tego docenić. Pies postępował słusznie i uczył się na błędach, a mimo to za każdym razem ponosił karę. Niestety rzeczy­wistość bywa niespr­awi­edliwa, a człowiek pozostaje wobec niej bezsilny. Cokolwiek by nie uczynił – poniesie porażkę. Ale można też wyciągnąć morał z postęp­owania pana, który przez własną głupotę i okruci­eństwo sam ściągnął na siebie nieszc­zęście. Miał psa, a nie reagował na jego szczek­anie. Zbił go za wszczęcie alarmu i przez to ułatwił złodzi­ejowi zadanie. Sam jest więc sobie winien.
Słowik i szczyg­ieł
Bajka „Słowik i szczygieł” to utwór bardzo zwięzły. W czterech wersach przeds­tawia krótką rozmowę między słowikiem i szczygłem, zakończoną puentą. Poeta posłużył się tu trzyna­sto­zgł­osk­owcem, zastosował rymy parzyste, dokładne, żeńskie. Sytuacja liryczna jest bardzo prosta – szczygieł zagadnął słowika słowami: „Szkoda, że krótko śpiewasz”. Słowik odpowi­edział mu celną ripostą, stanowiącą zarazem puentę utworu: „Lepiéj krótko, a dobrze, niż długo, a miernie”. Słowik, który symbol­izuje tu artystę biegłego w swojej sztuce, zwraca uwagę na to, co stanowi prawdziwą wartość w dziele artyst­ycznym. W sztuce nie liczy się mianowicie ilość, ale – jakość wykonania. Słowa te można odnieść również do innych dziedzin życia, np. oracji. Ta sama maksyma dotyczy bowiem też mówców, którzy potrafią przemawiać długo, ale nie mówią nic istotnego.

Kandyd

Jest to gatunek z pogranicza epiki i morali­styki, niezbyt długi utwór pisany prozą, którego celem jest potwie­rdzenie jakiejś tezy filozo­ficznej lub zaprze­czenie jej. W powiastce filozo­ficznej – zupełnie jak w paraboli – fabuła i bohate­rowie są tylko pretekstem do wylans­owania określ­onego świato­pog­lądu. Bardzo często wydarzenia są więc zupełnie niepra­wdo­pod­obne, perypetie bohaterów – odjechane, a tło fabuły – baśniowe. Przekona się ten, kto przeczyta Kandyda…, najlepszą powiastkę ­filoz­oficzną Woltera (ba, chyba nawet najlepszą powiastkę oświec­enia).
Leibniz lansował filozofię optymi­sty­czną, zaś Wolter – racjon­ali­sty­czną, a filozofię niemie­ckiego myśliciela uważał za głupią i fałszywą. Wolter stara się ośmieszyć filozofię Leibniza i dobrze mu idzie. Jego powiastka filozo­ficzna to opowieść o człowieku, który stara się wcielać w życie optymi­styczną filozofię Leibniza, ale zawsze ponosi klęskę lub wpada w olbrzymie tarapaty. Ten człowiek to młody naiwni­aczek Kandyd, tytułowy bohater powiastki. Mistrz i nauczyciel Kandyda, Pangloss, jest wyrazi­cielem poglądów ­Leibniza – według niego wszystko dzieje się jak najlepiej na tym najlepszym ze światów… Oczywi­ście, to przeko­nanie nijak się ma do rzeczy­wis­tości. I Kandyd, i Pangloss, wielok­rotnie zostali pobici, ograbieni, o mało nie stracili życia… Tak naprawdę więc wcale nie jest tak cudownie, a świat, w którym żyjemy, wcale nie jest najlepszy – bardzo daleko mu do ideału. Przygody bohaterów doprow­adzają ich do weryfi­kacji optymi­sty­cznej filozofii i do wyboru racjon­alnego, skromnego życia z dala od świata. Gdy rozstajemy się z Kandydem, którego poznajemy jako pełnego entuzjazmu naiwniaka, bohater jest już mądrze­jszy, spoważ­niał, stał się bardziej sceptyczny i ostroż­nie­jszy. Postanawia zająć się uprawą własnego ogródka – i dosłownie, i w przenośni.
Kandyd jest uczniem Panglossa, który wyznaje optymi­styczną filozofię, głoszącą doskon­ałość Boga i stworz­onego przezeń świata. Gdy wychodzi na jaw romans Kandyda z Kunegundą, córką barona, chlebo­dawcy chłopaka, bohater zostaje (dosło­wnie!) wykopany z pałacu. Tak zaczynają się jego dziwne, niepra­wdo­podobne przygody: zaciąga się do armii bułgar­skiej, spotykamy go potem w Holandii i w Lizbonie (w Lizbonie on i Pangloss wpadają w szpony inkwizycji – Pangloss zostaje skazany na karę śmierci, zaś Kandyd na 100 batów). Dalej mamy jeszcze bardziej niepra­wdo­podobne przygody – bohate­rowie trafiają do utopijnej krainy Eldorado… W końcu przyja­ciele zamies­zkują razem w skromnym domku, a Kandyd poślubia swoją ukochaną Kunegundę, lecz… nie z miłości. Raczej z poczucia obowiązku, bo ciężkie przeżycia zniszczyły urodę niegdyś świeżej i atrakc­yjnej dziewc­zyny. Postanawia „uprawiać swój ogródek”. Dochodzi do wniosku, że rozważania filozo­ficzne nie przynoszą żadnych korzyści, dobro i zło istnieją wszędzie, więc… lepiej poświęcić się osobistym sprawom.
Wolter przeds­tawił swoją doktrynę filozo­ficzną zwaną wolter­ian­izmem. Ośmieszył przesądy i zabobony, podał w wątpliwość istnienie autory­tetów. Wyeksp­onował wolność jako główną wartość życia ludzkiego. Głosił potrzebę tolerancji dla ludzi innych wyznań czy ras. Opowiadał się za zdrowym rozsądkiem i racjon­ali­styczną postawą życiową. W szyderczy sposób ukazał stosunki społec­zno­-po­lit­yczne panujące w XVIII w. Skryty­kował wyzysk i gnębienie innych ludzi. Ośmieszył władzę jezuitów i praktyki inkwiz­ycji. Uważał, że człowiek powinien nauczyć się odróżniać dobro od zła i pozostawać w zgodzie z samym sobą. Przed złem nie ma ucieczki, gdyż jest ono nieodł­ącznym elementem świata.

Hymn Polski

„Pieśń Legionów Polskich we Włoszech”, nazywana również "­Maz­urkiem Dąbrow­ski­ego­", to utwór o charak­terze patrio­tyc­znym, wyrażający nadzieję na odzyskanie niepod­leg­łości. Utwór powstał w 1792 roku jako pieśń mająca uświetnić wymarsz Legionów Polskich na spotkanie z armią Napoleona. Wydarzeniu towarz­yszyły wielkie nadzieje i właśnie ten nastrój radosnej wiary w zwycięstwo dominuje w pieśni. Utwór początkowo przezn­aczony dla legionów, dzięki swej uniwer­salnej wymowie stał się hymnem narodowym. Polacy pozbawieni swojej ojczyzny, pielęg­nowali w sobie wiarę w odzyskanie niepod­leg­łości. Wyrażają to pierwsze słowa utworu: „Jeszcze Polska nie umarła/ Kiedy my żyjemy”. Polska będzie istnieć tak długo, jak długo żyją ludzie, którzy czują się Polakami – o istnieniu ojczyzny nie decydują bowiem granice, ale ludzie, którzy ją tworzą. Na doniosłość tych słów wskazywał też Adam Mickie­wicz, który pisał: (…) Sławna pieśń legionów poczyna się od słów, które otwierają historię współc­zesną (…). Słowa te znaczą, że ludzie zachow­ujący w sobie to, co stanowi istotę narodo­wości polskiej, zdolni są przedłużyć byt ojczyzny niezal­eżnie od wszelkich warunków polity­cznych i mogą dążyć do jego przywr­ócenia (…).
Józef Wybicki poświęcił swoją pieśń dowódcy Legionów Polskich, Janowi Henrykowi Dąbrow­skiemu, mającemu przybyć z wojskiem „z ziemi włoskiej do Polski”, dlatego dziś znana jest ona pod tytułem „Mazurek Dąbrow­ski­ego”. W tekście "­Mazurka Dąbrow­ski­ego­" można odnaleźć odwołania do historii Polski – autor wspomina kampanię Stefana Czarni­eckiego i wojny szwedzkie. Przykłady chwale­bnych zwycięstw mają tchnąć otuchę w serca Polaków, przypo­mnieć im, że ojczyzna już nie raz znajdowała się w ciężkiej sytuacji, a jednak Polacy zawsze bronili jej z poświę­ceniem. Wielkie nadzieje wiąże autor z osobą Napoleona. Jego zwycięstwa powinny być przykładem dla rodaków w walce z zaborcą. Utwór przezn­aczony był do śpiewania, stąd jego regularna budowa i powtar­zający się refren: „Marsz, marsz, Dąbrow­ski,/ Do Polski z ziemi włoskiéj,/ Za Twoim przewodem/ Złączem się z narodem”. Dedykowana legionom pieśń podkreśla wolę walki, żądzę zwycięstwa i gotowość do poświe­cenia się dla dobra ojczyzny. Podmiot liryczny wypowiada się w imieniu zbioro­wości, posługując się formą pierwszej osoby liczby mnogiej, wyraża pragnienie odzyskania ojczystej ziemi: „Przej­dziem Wisłę, przejdziem Wartę,/ Będziem Polakami”. Pieśń powstała do melodii marsza – krótkie wersy współgrają z rytmicznym krokiem. Język, jakim posłużył się poeta, jest prosty, jasny i dobitny, właściwy dla pieśni żołnie­rskiej.

Poezja

Ignacy Krasicki Hymn do miłości Ojczyzny
Pełnił przez pewien czas rolę hymnu Polski. Utwór powstał w roku 1774, po raz pierwszy został publicznie odczytany przez autora w trakcie jednego z czwart­kowych obiadów u króla Stanisława Augusta. Poeta napisał go jako hymn dla Szkoły Rycers­kiej. Później zaś włączył „Hymn” do „Mysze­idy”, gdzie stanowi piątą oktawę IX pieśni. Posługując się nazwą gatunkową (hymn) w tytule, Krasicki już na początku wprowadza podniosły nastrój. Tematem wiersza jest miłość ojczyzny, nazwana tu „świętą”, a więc godną najwyż­szego szacunku. Warto zauważyć, że utwór powstał w trudnym dla Polski okresie – już po konfed­eracji barskiej i po pierwszym rozbiorze. To dlatego tak duży nacisk położył poeta na potrzebę poświę­cenia się obywateli. W tej sytuacji ojczyzna wymagała ofiar: (…) Dla ciebie zjadłe smakują trucizny/ Dla ciebie więzy, pęta nie zelżywe./ Kształcisz kalectwo przez chwalebne blizny/ Gnieździsz w umyśle rozkosze prawdziwe (…). Autor nie ma wątpli­wości, że Polska na te poświę­cenia zasługuje. Cierpienie poniesione w imię obrony kraju jest chwalebne, a nawet „rozko­szne”. Utwór ma charakter apostr­ofi­czny, w całości stanowi bezpoś­redni zwrot do „miłości kochanej Ojczyzny”. W drugim wersie poeta podkreśla, że patriotyzm jest cechą ludzi prawych, stawia go w rzędzie najwyż­szych cnót. W ostatnich słowach pojawia się motyw śmierci za ojczyznę jako czynu chwale­bnego. Ze słów pieśni wynika, iż żadne poświę­cenie nie jest zbyt duże dla ratowania swojego kraju. Podobnie jak cała „Mysze­ida”, utwór napisany jest jedena­sto­zgł­osk­owcem, a ponieważ stanowi jedną z oktaw, składa się z ośmiu wersów. Ważnym zabiegiem stylis­tycznym są tu powtór­zenia zwrotów „dla ciebie” i „byle”, które podkre­ślają deklar­atywny charakter wypowiedzi i emocjo­nalne zaanga­żowanie wypowi­ada­jącego te słowa. „Hymn do miłości ojczyzny” uważany jest za pierwszy polski utwór patrio­tyczny czasu rozbiorów. Pełnił wówczas rolę hymnu narodo­wego. Po raz pierwszy miłość do ojczyzny zostaje tu zestawiona z ofiarą i poświę­ceniem, później motyw ten zdominuje polską literaturę romant­yczną. Wiersz był poetyckim debiutem Krasic­kiego i przyniósł poecie zasłużoną sławę, doczekał się też licznych przekładów na języki obce.
I. Krasicki Pija­ństwo
Utwór zawiera rozmowę dwóch przyja­ciół. Jeden z nich skarży się na silny ból głowy i wyjaśnia jego przyczynę. Z okazji imienin żony podejmował gości i jako dobry gospodarz musiał częstować wszystkich winem, a częstując – sam również musiał się napić. Na następny dzień czuł się bardzo niedobrze, więc postanowił leczyć się „hanyż­kiem”. Humor mu się od tego poprawił, a że odwiedziło go dwóch sąsiadów, zaprosił ich na obiad. Tym razem dla dobrego trawienia znów sięgnięto po wino. I tak rozpra­wiając o polityce, przesz­łości, potrzebach zmian towarz­ystwo wypijało kolejne butelki. W efekcie doszło do sprzeczki i bójki. Krasicki posłużył się tu ironią. Komizm „Pijań­stwa” polega na rozbie­żność pomiędzy tym, co głoszą rozmówcy i zachow­aniem jednego z nich. Obaj zgadzają się co szkodl­iwości picia, ale o ile jeden faktycznie jest przeci­wnikiem nadmie­rnego spożycia alkoholu, o tyle drugi wygłasza te poglądy bez przeko­nania i żegna się z kompanem słowami: „Napiję się wódki”. Kompozycja utworu jest dwudzi­elna: początek i koniec to partie dialogowe, środek natomiast wypełnia opowieść o wczora­jszym ucztow­aniu. Zarówno w dialogu, jak i w opowia­daniu występuje ten sam zabieg zestaw­ienia teoret­ycznego potępienia pijatyki z uleganiem jej w praktyce. Goście zebrani u jednego z rozmówców zaczęli swoje spotkanie od rozmowy na temat szkodl­iwości picia: „Cóż w nim? Tylko niezdr­owie, zwady, grubia­ństwo./ Oto profit: nudności i guzy i plastry”. Podobnie zaczyna się i kończy rozmowa stanowiąca klamrę dla tej opowieści. Na początku jeden z przyjaciół skarży się na złe samopo­czucie z powodu nadużycia alkoholu, by na koniec stwier­dzić, że znów napije się wódki. Krasicki trafnie obrazuje pewne mechanizmy rządzące spożyciem alkoholu. Przede wszystkim – zawsze znajdzie się okazja: (…) Upiłem się onegdaj dla imienin żony;/ Nie żal mi tego było. Dzień ten obchod­zony/ Musiał być uroczyście (…) – stwierdza jeden z rozmówców. Święto­wanie staje się każdor­azowo jednoz­naczne z pijańs­twem, uroczy­stość bez alkoholu jest nie do pomyśl­enia. Goście mieliby prawo czuć się urażeni, gdyby gospodarz odmówił toastu, gdyż „ugościć” oznacza pić razem z zapros­zonymi: (...) Jakże nie poczęs­tować, gdy kto w dom przych­odzi?/ Jak częstować, a nie pić? I to się nie godzi (…). Kto chce się napić, ten zawsze znajdzie powód: (…) Pan Wojciech, co się bardzo niestr­awności boi,/ Po szynce, cośmy jedli, trochę wina radzi:/ Kieliszek jeden, drugi zdrowiu nie zawadzi (…). Wino pije się więc dla zdrowia. Wreszcie poeta pokazuje, jak alkohol zmienia atmosferę spotkania. Zanim otwarto kolejne butelki, toczyła się kulturalna rozmowa na ogólne tematy, jednak w miarę wychylania kolejnych kielis­zków, towarzysze stawali się coraz bardziej natarczywi i agresywni. W ten sposób doszło do bójki i końca zabawy.
Adam Narusz­ewicz Balon
„Balon” to utwór okolic­zno­ściowy, zainsp­irowany faktycznym lotem balonem, jaki miał miejsce 10 maja 1789 roku w Warszawie. Nad miastem uniósł się wówczas Francuz Jean-P­ierre Blanchard, wzbudzając powszechny entuzjazm. Narusz­ewicz nie był świadkiem tego zdarzenia, mimo to stworzył sugestywną odę na cześć ludzkich możliwości i osiągnięć. Oda to gatunek mający charakter pochwalny i podniosły. Pisano je najczę­ściej ku chwale pewnych wzniosłych idei, wybitnych jednostek lub szczeg­ólnych wydarzeń. Czyniąc balon przedm­iotem ody, poeta nadaje mu istotne znaczenie. Podobne utwory poświęcone przedm­iotom pisał Narusz­ewicz już wcześniej („Kała­marz”, „Filiż­anka”). W tym przypadku wybrał rzecz wówczas niezwykłą, niecod­zienną. Jednak to nie sam balon jest tu przedm­iotem podziwu, ale ludzka pomysł­owość: (…) niezwy­kłych ludzi zuchwała para,/ zwalcz­ywszy natury prawa,/ wznawia tor klęską sławny Ikara/ i na podniebiu już stawa (…). Narusz­ewicz sławi geniusz człowieka, który zdolny jest wystąpić przeciwko obowią­zującym prawom natury i poddać ją swojej woli. Niezwy­kłość zdarzenia została podkre­ślona przez wyszukaną stylis­tykę. Poeta posługuje się inwersją, celowo zaburza szyk zdań: „Nabrz­miały kruszców zgorzałym duchem,/ Krąg lekkiej przodkuje łodzi”. Stosuje także rozbud­owane metafory kojarzące się z poetyką homerycką: (…) Gdzie bystrym tylko orzeł polotem/ pierzc­hliwe pogania ptaki,/ a gniewny Jowisz ognistym grotem/ powietrzne przeszywa szlaki (…). Metaforyka ta oraz odwołania do mitologii i sztuki antycznej służą nadaniu wierszowi podnio­słego charak­teru, skojar­zeniu walki człowieka z naturą a walkami staroż­ytnych herosów. Mimo iż poeta nie był uczest­nikiem ani nawet świadkiem lotu, zawarł w wierszu wrażenia, jakie musiały towarz­yszyć tym, którzy z góry patrzyli na świat. Z takiej perspe­ktywy wszystkie ziemskie sprawy wydają się drobne: (…) Król, wódz, senator, kmieć pracowity/ czy rządzi, czy ryje ziemię,/ w błahych się zlepkach czołga ukryty,/ jak drobne robaczków plemię (…). Słowa te – z jednej strony – obrazują przeżycia, jakie towarzyszą oglądaniu świata z ogromnej wysokości, z drugiej – stanowią wyraz filozo­ficznej refleksji autora. Oda ta służy również Narusz­ewi­czowi do wyrażenia jego racjon­ali­sty­cznych podglądów. Poeta deklaruje tu wiarę w moc ludzkiego rozumu. Podróż balonem jest dla niego kolejnym przykładem potęgi ludzkiego umysłu. Przy tej okazji Narusz­ewicz przywołuje też inne dowody na to, że człowiek uczynił sobie ziemię poddaną: opanował morza, wydobywa cenne kruszce oraz wodę z podziemi i wysadza skały. Dzięki pracy i potędze myśli – marzenia stają się rzeczy­wis­tością. Kiedyś lot Ikara był mitem, dzięki balonowi stał się osiągalny. Dla prostych ludzi wyczyn tego rodzaju zakrawa na magię – poeta jednak podkreśla, że to zasługa samego człowieka, nie sił nadprz­yro­dzo­nych. W końcowej partii wiersza Narusz­ewicz wprowadza wątek patrio­tyczny. Zwraca się do „mężnych Sarmatów”, by nie ustawali w walce o potęgę swojej ojczyzny, określonej tu za pomocą popularnej metafory łodzi. Ostatnie wersy stanowią wyznanie wiary patrioty: (…) Wszystko zwycię­żysz, łódko szlach­etna,/ Na ciosy przeciwne twarda;/ Statek twój sława uwieczni świetna/ Chlubniej niż podróż Blanch­arda”. „Balon” został wydany anonimowo w 1789 roku, stąd późniejsze wątpli­wości co do jego autorstwa. Przez wiele lat przypi­sywano odę Stanis­ławowi Trembe­ckiemu. Dopiero w XX w. W. Gomulicki przytoczył ważne argumenty na rzecz autorstwa Adama Narusz­ewicza i w 1964 roku dołączył go do wydania „Liryków wybranych” tego poety.
Franciszek Karpiński Do Justyny. Tęskność na wiosnę
„Do Justyny. Tęsknoć na wiosnę” to wyjątkowo subtelny utwór miłosny, który przyniósł Karpiń­skiemu sławę „śpiewaka Justyny”. Nie jest to bowiem jedyny tego rodzaju wiersz dedykowany tajemn­iczej wybrance. Właściwy kierunek interp­retacji słów wiersza wyznacza jego tytuł – tylko tu pada imię kobiece i nazwane zostaje uczucie, które jest przedm­iotem dalszej części utworu. Treść erotyku jest niezwykle subtelna, w kolejnych strofach podmiot liryczny w misternej metaforze wyraża swoją tęsknotę za ukochaną, nie nazywając swoich uczuć bezpoś­rednio. Każda strofa rozpoczyna się od opisu zmian zachod­zących na polach wraz z nadejściem wiosny. Te spostr­zeżenia stają się pretekstem do analizy własnego stanu ducha. Zestaw­ienie to zostaje zbudowane na zasadzie kontrastu – przyroda z radością wita wiosnę, podczas gdy podmiot liryczny przepe­łniony jest smutkiem: (…) Już tyle razy słońce wracało/ I blaskiem swoim dzień szczyci;/ A memu światłu cóż to się stało,/ Że mi dotychczas nie świéci? (…). W kolejnych strofach Justyna nazwana zostaje pszenicą, ptaszkiem i kwiatkiem. Wiersz jest przykładem liryki bezpoś­red­niej, podmiot liryczny wypowiada się w pierwszej osobie liczby pojedy­nczej, uskarżając się na brak ukochanej. Jest on przede wszystkim tęskniącym kochan­kiem, ale z rodzaju metaforyki można wniosk­ować, że jest on także gospod­arzem, bacznie obserw­ującym swoje uprawy. Poeta posłużył się tu swoją ulubioną miarą wierszową – każda strofa składa się z czterech wersów o układzie sylab: 10, 8, 10, 8. Rymy są żeńskie, dokładne, krzyżowe, co powoduje, że tekst jest bardzo regularny i melodyjny. W ten sposób poeta tworzy melanc­hol­ijny, spokojny nastrój rzewnego smutku. Dopiero ostatnia zwrotka zwiększa ładunek emocji, żal staje się bardziej dotkliwy: (…) O wiosno! Pókiż będę cię prosił,/ Gospodarz zewsząd strosk­any?/ Jużem dość ziemię łzami urosił:/ Wróć mi urodzaj kochany! Wykrzy­knienia i pytanie retoryczne podkre­ślają dramatyzm sytuacji. Dopiero w tym miejscu podmiot liryczny przyznaje się do łez i troski, choć nadal nie nazywa swoich uczuć wprost.
F. Karpiński Przy­pom­nienie dawnej miłości
Podmiot liryczny zwraca się do Justyny i wspomina wieczory w dolinie nad potokiem. Mówi jej, że mieli zbyt mało czasu i o tym, że miłość zabrała im sen. Kochan­kowie ukrywali się. Jedynym świadkiem ich miłości było niebo. Podmiot liryczny wspomina burzę i strach ukochanej. Obecnie w miejscu schadzek nie ma już śladu po tym, co się tam wydarzało. Toposy: ogrody krajob­razowe, dzika przyroda. Prosta forma, oparta na skojar­zeniach ludzkich przeżyć z przyrodą. Utwór jest śpiewny - liryka ludowa.
F. Karpiński Pieśń o narodzeniu Pańskim
Utwór Franciszka Karpiń­skiego pochodzi z 1792 roku (zbiór „Pieśni nabożne”) i do dziś pozostaje popularną i chętnie śpiewaną kolędą, znaną jednak częściej pod nazwą „Bóg się rodzi”. Oryginalny tytuł utworu określa gatunek i tematykę wiersza. Wskazuje na jego związek ze Świętem Bożego Narodzenia w tradycji chrześ­cij­ańs­kiej. O wartości utworu stanowi jego prostota. Poeta posługuje się niewys­zukanym językiem, by przeds­tawić wielką tajemnicę, nadzwy­czajny cud. Dominu­jącymi środkami stylis­tyc­znymi są tu antytezy oraz oksymo­rony: (…) Ogień krzepnie, blask ciemni­eje,/ Ma granice Niesko­ńcz­ony./ Wzgardzony - okryty chwałą,/ Śmiertelny - Król nad wiekam­i!... (...) – odwieczny porządek rzeczy zostaje odwrócony. Ludzie są świadkami wielkiego cudu: Bóg zstępuje na ziemię pod postacią człowieka. Tę prawdę, będącą zagadką nawet dla teologów, poeta pragnie przybliżyć prostemu człowi­ekowi. Za pomocą tych oksymo­ron­icznych zestawień stara się oddać tajemnicę narodzenia Pańskiego. „Pieśń o narodzeniu Pańskim” jest rodzajem modlitwy o charak­terze pochwalnym i błagalnym. Zbiorowy podmiot liryczny w ostatniej strofie wyraża też prośbę: (…) Podnieś rękę, Boże Dziecię,/ Błogosław ojczyznę miłą,/ W dobrych radach, w dobrym bycie/ Wspieraj jej siłę swą siłą (...). W ten sposób poeta wprowadził do utworu także tematykę narodową. Utwór składa się z pięciu ośmiow­ers­owych strof. Jego budowa jest regularna, każdy wers ma osiem sylab, rymy są dokładne, żeńskie, krzyżowe. Duża regula­rność układu akcentów nadaje tekstowi melodyjny charakter. Śpiewność podkreśla też powtar­zający się na końcu każdej zwrotki refren: „A Słowo Ciałem się stało/ i mieszkało między nami”. Słowa te, będące parafrazą fragmentu Ewangelii św. Jana, stanowią myśl przewodnią utworu. Karpiński posłużył się estetyką barokową – liczne sprzec­zności powodują zaskoc­zenie odbiorcy. Nadnat­uralne zjawiska przeczą racjon­alnej wizji świata. Ważnym zabiegiem artyst­ycznym jest też ukazanie przesz­łości, teraźn­iej­szości i przysz­łości. Pierwsza zwrotka opowiada o boskich narodz­inach, które miały miejsce przed wiekami, a jednak artysta posłużył się w niej czasem teraźn­iej­szym, by podkre­ślić, że ów cud powtarza się każdego roku. W dalszej części utworu poeta wprowadza czas przeszły, opowia­dając historię przyjścia Jezusa na świat, by w ostatniej strofie zwrócić się w stronę przysz­łości i prosić o błogos­ław­ieństwo dla kraju.

Download the Oświecenie Cheat Sheet

21 Pages
//media.cheatography.com/storage/thumb/karimetka_o-wiecenie.750.jpg

PDF (recommended)

Alternative Downloads

Share This Cheat Sheet!

 

Comments

No comments yet. Add yours below!

Add a Comment

Your Comment

Please enter your name.

    Please enter your email address

      Please enter your Comment.

          More Cheat Sheets by Karimetka

          Groteska